Wysiadł z auta, zadzwonił do syna i po lawetę, zbierał odłamki auta i powiadomił szpital że się spóźni. Nie udzielił pomocy ofiarom, mimo że na początku twierdził przed sądem że tak zrobił. Małgorzata i jej córka zginęły niedaleko domu. Obrońcy wskazywali że zasłabł za kierownicą z cukrzycy.